Archive | Bez kategorii RSS feed for this section

Wyznanie dezertera

 

– Jeszcze piwa dajcie! – mężczyzna zawołał do burdelmamy, unosząc chwiejnie rękę. Zaraz potem zwrócił się już ciszej do swojego kompana, który kołysał się na ławie, jakby cały zamtuz był łajbą przecinającą sztormowe fale – Co ten Heinke jeszcze gadał?

– Deze..erter. Ten efl co sspierdolił. Jebany skoczył do rzeki. Ha!

– Jak Dama zagoniła Holkrofta do Lasu Samobójców?

– Ta. Tak ich rozjebała… Że oberszter nie miał wyjścia. Musieli do niego wje… – czknął – wjechać. On i to co zostało z jego eeee… Oddziału. Tak mówił.

– Ładnie – dopił to, co mu w glinianym kubku zostało – Komando elfów wycięła jak zboże. Holkroft uciekł. Ciężkiej konnicy jak nie było, tak nie ma. Śmierdzi mi to gównem, szeregowy.

– Pij i chędoż, jakby jutra miało nie być! – wydarł się – To najlepszy przepis na ten wieczór.

– Obawiam się, że nie tylko na ten…

 

Łowcy nagród

Mężczyzna z młotkiem w ręce i torbą wypełnioną rulonami przybił do słupa kolejne ogłoszenie zakrywając tym samym list gończy, który wisiał tam już wcześniej.

– Panie! Obok się nie dało?!

– Nie. Taki przykaz. Nagrodę zwiększyli za łeb tego „Sędziego” to i nowe listy kazali porozwieszać.

– I ile tera dają?

– Całe dziesięć florenów. Za żywego lub martwego.

– A to wojskowe se nie radzą, że wolą zapłacić niż samemu polowanie urządzić, a?

– Wydaje mi się, że… – młody wysłannik miejskiego skryby, schował młotek do torby – wolą kogoś sobie od brudnej roboty znaleźć. Zwłaszcza że ten konny ponoć jakiś pochorowany.

– Czyli to nie nagroda. Jeno przynęta na naiwnych głupców.

– Może, może…

* W imieniu miłościwie panującego nam Namiestnika, ogłasza się co następuje: za schwytanie jeźdźca w kościanej masce, czeka nagroda w wysokości 100 orenów, którą temu kto pochwycenia dokona, sam Alvaro de Saavedra wręczy.*

Niewolnicy

 

Szli za sobą w szeregu jak zwierzęta poganiane co rusz świszczącym w powietrzu batem. Zgoniono ich z pokładu wyspiarskiego drakkaru, który dopiero co przybił do portu Fortalegris i zapędzono do klatki wyściełanej słomą jak dla zwykłego bydła. Nie walczyli. Nie protestowali. Nie unosili głów zbyt wysoko w obawie przed rozdzierającym skórę batem rosłego handlarza, odzianego w bogate futra. Angus Haalbjorn pozostawał niewzruszony, a jeśli jakakolwiek emocja wykrzywiała jego ogorzałą od słońca i wiatru twarz to zdecydowanie bliżej jej było do pogardy niż choćby cienia współczucia. Dopełnił formalności związanych z dostawą i wrócił do swojego biura jakby nigdy nic. Ot, kolejna udana, napełniająca sakwę przyjemnym brzęczeniem monet transakcja.

 

Od dzisiaj w Fortalegris, uprzywilejowani mieszkańcy mogą wejść w posiadanie własnego niewolnika! Ceny uwarunkowane są predyspozycjami, wiekiem i umiejętnościami danego osobnika.

Wietrzenie cesarskich magazynów

 

– Patrzaj co żem kupił. – Długobrody parobek ułożył na dłoni kolczyki z drewnianych, malowanych paciorków.

– Dla mojej starej.

– Kupił czy ukradł? – zarechotał ten drugi, przesuwając bliżej ściany skrzynię pełną obtłuczonych z lekka jabłek.

– Nie dworuj sobie. Prawie pół florena mnie to kosztowało. Chciałem jej i tę chustę dobrać, ale jeszcze by się przyzwyczaiła i bym musiał za miskę kaszy podarki jej znosić. Słyszałeś ile za te zlicytowane skrzynie zapłacili? Czarny to nie wiem, ale rudy lżejszy wyszedł o prawie cztery floreny, a uszaty ponad pięć.

– Ciekawe co tam było w środku.

– Śmieci pewno. Bo i co mogło być w takich starych skrzyniach?

 

* Od 5.08.1287 w cesarskich magazynach portowych, można nabyć wiele ciekawych i przydatnych towarów, wykonywanych głównie przez miejscowych rzemieślników! Między innymi narzędzia, meble i dekoracje. Towary są uzupełniane na bieżąco. Asortyment jest zmienny, warto więc regularnie odwiedzać naszych magazynierów! *

Wiadomość

Szturchany co rusz piętami w miękkie cisawy konik zapienił się przy wędzidle. Tętent uderzających o trakt kopyt dudnił jeźdźcowi nieprzyjemnie w uszach. A może to nie odgłosy cwału, a miarowo pulsująca mu w uszach krew?
Anton nie był doświadczonym gońcem. Omal więc nie zemdlał, kiedy pierwsza poważna wiadomość, którą przyszło mu przekazać, okazała się aż tak dramatyczna.
Strażnicy dostrzegli go już z daleka i natychmiast otworzyli bramy. Chłopak popędził młodego ogierka przez most nad kanałem i skręcił w stronę rynku.
Dalej sprawy potoczyły się błyskawicznie. Na pytające spojrzenie strażnika otwierającego mu kratę goniec odpowiedział niemal histerycznym wykrzyczeniem całej wiadomości, którą niósł spod Gotterstein.
 
Niedługo po tym w dziwnych okolicznościach aresztowano mieszczan pod urzędem uciszając tym samym małe zamieszanie, które wstrząsnęło ludźmi po usłyszeniu słów cesarskiego gońca. Strażnicy na powrót objęli swoje posterunki i nikt z zebranych nie wspomniał już słowem ani o zlanym potem gońcu na wymęczonym ogierku, ani o wieściach, które ze sobą przyniósł, ani o zatrzymanych świadkach owego przekazu.

Glaeddyvan vort!

Stali tak we trójkę mierząc do siebie nawzajem i licząc po cichu na to, że to przeciwna strona pierwsza zdecyduje się opuścić łuk. Niebo chmurzyło się od północy niosąc ze sobą zapowiedź niechybnie zbliżającej się ulewy.
– Jeszcze krok i zostanie nas dwóch – mężczyzna wbijał spojrzenie w jasnowłosego elfa gotów w każdej chwili puścić napiętą cięciwę. Nie wodził wzrokiem między swoimi przeciwnikami, skupił się tylko na tym bliżej siebie.
– A potem już tylko jeden. – Drugi z elfów celował w mężczyznę od boku. Trafiłby. Był tego pewien. Czekał tylko na znak od swojego dowódcy.
Żadnego znaku jednak się nie doczekał. Donośne ujadanie psów dobiegło ich uszu już po raz kolejny. Tym razem było bliżej. Zbyt blisko.
Pot zrosił obficie czoło i skronie człowieka. Zapadła niepokojąca cisza. Trwała zaledwie chwilę jednak tropicielowi wydawało się, iż ciągnie się ona w nieskończoność. Między drzewami trzasnęła gałąź.
– W nogi!
 
Opuścili łuki jednocześnie rzucając się do ucieczki. Nie miało już znaczenia kto do kogo mierzył, kto pierwszy naciągnął cięciwę, ani jaki sens słów uleciał wraz ze wzmagającym się w dolinie wiatrem.
Nie w tej chwili.
Nie po tym co przyszło im zobaczyć.

Dwa miecze

Radomir nie miał wcale lekkiego snu. Lata mieszkania w wynajmowanej na stryszku izbie w samym sercu portu uczyniły jego sen nadzwyczaj głębokim. I tak Radomira nie wzruszały już głośne nawoływania magazynierów z pobliskiego konsorcjum, bełkotliwe krzyki marynarzy topiących swoje dole w chrzczonych kwartach piwa czy też mało przekonujące jęki rozkoszy zapracowanych dziwek.Jednak woda kapiąca z przeciekającego dachu prosto na jego wysłużony siennik nijak nie współgrała tej nocy z twardym snem. Kiedy więc krótki, kobiecy krzyk przedarł się przez szum ulewy, Radomir dźwignął się ze swojego posłania i podszedł do okna. Uliczne lampy rzucały liche, rozmigotane światło na pobliskie domostwo, przy którym stały dwa juczniaki. Te zaś, przytroczone uwiązami do słupka, rżały przebierając co rusz nogami w miejscu. Radomir dopiero po chwili zrozumiał istotę owego niepokoju. Na ziemi, obok skulonego kształtu czarnowłosej kobiety leżała paląca się wciąż pochodnia. W pierwszym odruchu pomyślał nawet, że winien zejść na dół sprawdzić czy kobieta zdążyła już wyzionąć ducha, jednak porzucił tą myśl w chwili, kiedy na jej żołnierskiej tunice dostrzegł złoty haft w kształcie słońca. Bułana kobyłka chrapnęła głośno i położyła uszy po łbie. Tuż obok niej, jakby z samego cienia, wyłonił się zakapturzony człowiek – najpewniej mężczyzna. Dwa miecze bujały się leniwie w rytm jego kroków. Nie spieszył się wcale. Minął ciało nieprzytomnej strażniczki i równie nagle jak się pojawił zniknął za rogiem murowanego budynku i tyle go Radomir widział.
– Nie ten miecz, Panie wiedźmak -mruknął do siebie przyglądając się kobiecie, która poruszyła niemrawo ręką odzyskując przytomność – To nie ludzie. Na nich trza miecza na potwory.
Wszystkie osoby posiadające informacje o zakapturzonym mężczyźnie z dwoma mieczami na plecach proszone są o zgłoszenie się do straży.

Cisza przed burzą

„Pamiętasz? Dymiące się mgły i chłód nocy dopiero co zwijającej swoje pochmurne żagle, ustępując miejsca dniu, który wkrótce miał nadejść. Jednak tego poranka to nie słońce pojawiło się na horyzoncie pierwsze. Cienie zamajaczyły w oddali nieznośnie szybko malując swoje złowrogie kształty na tle jaśniejącego nieba. Żagle rozpostarte jak skrzydła czarnych ptaków. Nie było już odwrotu, nie było czasu na zastanawianie się co dalej – byliśmy tylko my i oni w tej nierównej walce o resztki godności…
Port bronił się długo, choć…Czy można mówić „długo” o cząstce czasu wyrwanej z tej godziny, która przekreśliła wszystkie nasze plany na przyszłość? Statek ze swoją „strażą”, marynarze i rybacy, handlarze, a nawet co niektóre portowe dziwki – stanęli ramię w ramię, choć nie mieli żadnych szans by wyjść z tej potyczki w jednym kawałku. Stjepan Lipski, któż by pomyślał, prawda? Większość ratowała się jednak ucieczką, inni barykadowali się w domach, zamykając drzwi jak przedstawiciele konsorcjum „Północne Słońce”, którzy w najmniejszym stopniu nie zamierzali brać udziału w bitwie o port.
Widziałem „Błękitną Mewę”, przedzierającą się przez szyk czarnych żagli. Pamiętasz czyj to galeon? Zawsze wiedziałem, że on wyjdzie cało z każdej opresji. Tym razem nie było inaczej.

– W tamtym rogu. – mężczyzna wyglądający na kogoś chwilę po trzydziestce, wskazał palcem miejsce przy solidnym, rzeźbionym bogato regale. Trzech drabów odstawiło ostrożnie antyczny posąg syreny. Alvaro de Saavedra poruszył ustami, cmokając przy tym nieznacznie. – Nie. Zdecydowanie nie tutaj. Tam. Przy śpiącej lutni Essi Daven.
Mężczyźni stękając i dysząc przestawili posąg we wskazane miejsce, blisko okna, tuż przy półce na której spoczywała wiekowa lutnia. Ułożona na czerwonej, wykańczanej złotymi nićmi poduszce faktycznie wyglądała jakby spała, czekając aż ktoś ją z owego snu wreszcie zbudzi wprawnym ruchem palców.
– Coś jeszcze, namiestniku? – największy z Gemmerczyków, zatknął kciuk za pas i spojrzał na wspomnianego.
– Nie. Możecie odejść.

Kiedy tylko drzwi gabinetu zamknęły się za nimi spojrzeli po sobie z dziwnie wykrzywionymi minami.
– Jebany fircyk. – mężczyzna w czarnej opasce przytrzymującej jego tłuste, kręcone kudły splunął na posadzkę zamkowego korytarza. – Mógłby kupić tą chędożoną wyspę i wyłożyć jej ścieżki złotem. Miałem urywać łby, a nie nosić jego wypchane, śmierdzące trupem zwierzęta.
– Jak będzie chciał, Assem – odezwał się ten trzeci, głosem ociekającym opanowaniem, brzmiącym wręcz monotonnie – to objedziesz zamek na jednym z tych wypchanych pchlarzy z zawiązaną na głowie kokardką. Rozumiesz? Dopóki płaci. A płaci dobrze.

Nie odpowiedział. Splunął ponownie na podłogę i ruszył przed siebie.

Godzina.
Nie więcej.
Bramy zamku La Valette otworzyły się przed nimi na oścież, nie musieli się nawet specjalnie wysilać. Król, nasz wspaniały król, nie ugiął kolan. Słaby, wymęczony chorobą i tęsknotą za matką swoich dzieci stanął do walki z Credem Rennardem, jak niegdyś mniemał – najwierniejszym sojusznikiem królestwa. Poległ z jego ręki.
Zbigniew Rojs ratując diuka Dawida wciągnął go do portalu otworzonego przez Istredda z Aed Gynvael. Rozumiesz to? Jesteś w stanie wyobrazić sobie jak potężny duch walki zrodził się w tym młodym człowieku widząc ciało ojca spoczywające bezwładnie w szkarłatnej kałuży krwi? Rojs wraz ze swoim ochroniarzem wciągali go do portalu siłą. Są na wyspie, to pewne. Cesarscy magowie nieustannie ją monitorują. Są na wyspie… I chyba właśnie ta myśl tak bardzo zagrzewa do walki podziemie. Wierzą, że diuk, którego tak kochali żyje i bez wątpienia wróci by pomóc im odzyskać swoje ziemie. Utożsamiają się z nim. Stracił ojca, matka najpewniej zginęła podczas temerskiej obławy na Czarną Koronę. Był i jest jednym z nich, jednym z…nas.

A wszystko za sprawą Malegana var Dassl. Nie, nie znasz go pod tym imieniem. Tu w Szarogrodzie działał jako Dermod – miejski śledczy i jeden z przedstawicieli rady. To on namówił Creda Rennarda do zdrady, on zbierał informacje o wszystkim co dzieje się wewnątrz murów.
To on od początku był zdrajcą…

Innych członków Rady powieszono przed bramami miasta. Wszystkich prócz dwóch, jedynych w radzie kobiet. Vanessa Beaumont, której ponoć udało się uciec kiedy tylko pierwsze statki nieprzyjaciela wpłynęły na pobliskie wody, poszukiwana jest do dziś – żywa lub martwa. Cesarstwo zaś wyznaczyło nagrodę za jej odnalezienie.
Lunę Ravenau wprawdzie skazano na śmierć przez powieszenie w publicznej egzekucji, jednak z jakiegoś powodu w ostatniej chwili decyzję zmieniono. Plotki głoszą iż zamknięto ją w dawnej „Jaskini”, którą Cesarstwo przekształciło w więzienie i przybywa tam do chwili obecnej.

– Tak, Panie Bredvick?
– Złamała się.
– Jesteście pewni?
– Tym razem nie oszukuje. – siwiejący już blondyn w kwiecie wieku oblizał zęby w zastanowieniu, lubieżnym dość gestem – Jest gotowa. Możecie po niego posłać. Będzie posłuszna. – odwrócił się by wyjść, jednak zatrzymał się jeszcze na moment rzucając przez ramię w trakcie poprawiania grubych, skórzanych rękawic – A jak jej nie zechce, to sprzedać na targu albo w zamtuzie. Nie możemy być przecież stratni.

Dwa dni.
Dwa dni i cała wyspa zrzuciła czarne lilie z flag, rozświetlając je symbolami słońca.
Pod panowaniem Nilfgaardzkim na wyspie sytuacja elfów zmieniła się diametralnie. Mając w pamięci zwrócenie im Doliny Kwiatów przez Emhyra var Emreisa wyszli z cienia, po raz kolejny wspierając okupanta. W myśl zawartego paktu, nadano im na własność część lasów na wyspie i stracono wszystkich przedstawicieli nieludzi, którzy zajmowali wyższe stanowiska urzędnicze i państwowe.

– Popatrz tam kurwa! – kiwnął brodą w stronę pól, wyraźne wściekły i zdeterminowany – Rozszarpią was jak wygłodniałe psy. Możesz nas pozamykać albo wcisnąć sobie w dupę wszystko w co dotąd wierzyłeś, bo zaręczam Ci, że i tak tu dziś zginiemy. Pytanie tylko, setniku, czy w walce czy na kolanach?
Ciemne spojrzenie poruszonych emocją oczu Wolfa Monforta, wlepione było w twarz mężczyzny w błękitnym, szarogrodzkim talbardzie. Mężczyzny, który trzymał ostrze swojego miecza tuż przy jego gardle.
Setnik nie poruszył ręką, nie zawahał się, choć jego twarz zdradzała, że doskonale zdaje sobie sprawę z sytuacji. Rzucił krótkie spojrzenie za blanki Gotterstein.
Czarna jak smoła fala postaci w skrzydlatych hełmach, płynęła w ich stronę nieubłaganie.
Chciał to przemyśleć, zastanowić się, ale… Nie miał czasu. Opuścił miecz i kiwnął na swoich ludzi by uwolnili tych kilku nieodbitków z Czarnej korony.
Monfort wstał powoli, skinął setnikowi ruchem głowy tak znikomym, że można byłoby go nie zauważyć, po czym odwrócił się powoli i sam popatrzył za mury. Stali tak we dwóch, ramię w ramię, nic nie mówiąc. W chwili takiej ja ta, nie potrzeba niczego wyjaśniać. Nie potrzeba wyniosłych rozmów. Wystarczy patrzeć.

Umierali jak bohaterowie. W walce, nie na kolanach.

Stosy rozświetlały noce jaśniej niż zawieszony na niebie księżyc. Przed pojawieniem się tu ichniejszego namiestnika egzekucje były masowe. Popatrz jak marne jest życie… Nie ważne czy powieszono cię na szafocie, czy odrąbano głowę katowskim toporem – wszystkich i tak ostatecznie dosięgnął ten sam płomień, niosąc niewypowiedziane słowa skargi wraz z ciemnym, wzbijającym się pod niebo dymem. A Nilfgaard nie wybacza zniewagi. Jednego szlachcica powieszono miast ściąć, tylko za to, że trzymał w szafie kilka tomów literatury obrażającej cesarza. Pamiętaj przyjacielu, Nilfgaard nie wybacza…

Nie mówi się o tym zbyt wiele, ale czuć coś w powietrzu. I nie jest to swąd palonych ciał. To niepokój przyjacielu. Jesteśmy chorzy…Wszyscy jesteśmy chorzy tęsknotą za wolnością, chorzy nienawiścią i pragnieniem zemsty. A las? Las choruje dłużej od nas z tą różnicą, że dla nas przyjacielu, dla nas jest jeszcze nadzieja. Ta wyspa umrze. Umrze las a wraz z nim Ci, którzy nie zdążą uciec i postradają zmysły. Zobacz… Nawet druidzi nie dali rady – dzieci drzew, synowie i córki natury. Ich też las nie posłuchał. Pamiętasz Dessylyn? Niska, rude włosy… Była jedną z nich. Ślad po niej zaginął tak jak i zaginie wkrótce po nas.

– Nie umiem tego wyjaśnić. – Johan Nusbaum odsunął od siebie stosy papierów gestem pełnym rezygnacji. Część z nich sfrunęła na podłogę. – Nie umiem.
Magowie zgromadzeni w biurze popatrzyli po sobie nic nie mówiąc. Atmosfera była niemalże namacalna w swojej ciężkości. Cisza gryzła ich po uszach, dopóki człowiek w pozłacanej masce nie odezwał się ponownie.
– Najważniejsze…Najważniejsze na tę chwilę jest to, że chorobę udało się jakimś cudem spowolnić. – podjął powoli. Głos miał przytłumiony metalem maski którą nosił, bynajmniej nie z powodu własnych fanaberii. – Ale to nie jest sukces. To nie powód do zachwytów. Las umiera a jedyne co udało się nam osiągnąć to cały ten proces odłożyć w czasie. I co z tego? Czy sprawiło to, iż rozumiemy coś więcej? Sprawiło? – kiwnął na najbliższego mężczyznę, sugerując, że to jego wytypował do odpowiedzi. Tamten jednak, pokręcił tylko głową. – Nie sprawiło. – odpowiedział za niego, tonem nieco spokojniejszym, choć wcale na spokojnego w tej chwili nie wyglądał – Pracujcie dalej.

Przyszła wiosna przyjacielu. Maj…Majową porą, na Belleteyn płoną ognie na Wzgórzu Sodden. A na Tedd Inis zapłonęły stosy ciał, ale i one z czasem zaczęły wygasać. Coraz mniej krzyków na ulicach, coraz mniej blasku w spojrzeniach mijanych ludzi. Ale nie martw się. Oni jeszcze nie wiedzą…Nie mają pojęcia, że królestwo wcale się nie poddało i choć usta powtarzają „Chwala Cesarzowi” to serce krzyczy „Jedyny Król!”.

To tylko cisza przed burzą. A niebo już się chmurzy…”

Zmiany, zmiany!

Zbliżamy się wielkimi krokami do ponownego upa po reworku fabularnym. Co nasz czeka?

Oto zmiany jakie będą wprowadzane. I wszystko opisane i wyjaśnione! 

1. Start postaci
– Co postacie dostana na start, ile skilli i ile statów?
Tu nic się nie zmienia. Wszyscy startują od podstawy, wszystko zostaje po staremu niezależnie kto kogo robi.
Czyli identyczny start jak przed wipem. Bez przenoszenia statystyk.
Jednak jeśli dana osoba wyjaśni w podaniu konkretny powód posiadania danej rzeczy (tylko fabularnej lub stroju) może go otrzymać na start.

Do tego jeszcze, jeśli chcecie mieć ze sobą NPCów związanych z waszą historią. To nic prostszego. Stwórzcie go. Opiszcie, konkretnie zarysujcie. Zostanie wprowadzony z wszystkimi plusami i minusami tego zabiegu.
Jest to dostępne tylko po uprzednim dogadaniu z GMem. Nie na zasadzie wymyśliłem sobie w głowie i zapisałem w .historia. To nie o to chodzi.
(Wpisywanie: Moim wujkiem jest Namiestnik/potężny Arcymag… Nie jest dobrze widziane… Poważnie…)

2. Podział miasta.
Poddani Cesarza NIEUPRZYWILEJOWANI (to znaczy: Nordligowie, Pół-elfy, Wyspiarze, Krasnoludy, Niziołki, Gnomy i Zerrikańczycy) mają prawo do zamieszkiwania slumsów i getta. Te dwa i tylko te dwa tereny są dostępne dla nich po wybiciu godziny nocnej (zostanie to wyjaśnione dalej) tylko po nich mogą poruszać się po zmroku. Dalej jednak obowiązują tam wszystkie zakazy.

Dzielnica „Zamurze” (domki i warsztaty przy bramach wyjściowych do pierwszego mostu) jest dostępna tylko dla Poddanych cesarza, którzy WSPÓŁPRACUJĄ z władzami i zostali za takich oficjalnie uznani. Otrzymali też odpowiednie pismo z urzędu podpisane przez urzędnika i samego Namiestnika.

Dzielnica portowa, jak i handlowa jest dostępna dla UPRZYWILEJOWANYCH (Nilfgaardczyków, Elfów i wszystkich, którzy otrzymają stosowne pismo zaświadczające o tym) poddanych Cesarstwa. Za dnia mogą tam przebywać wszyscy poddani. Jednak najem jest dostępny tylko UPRZYWILEJOWANYM.

Dzielnica Plac Chwały (stary Plac Czarownic) dostępny jest tylko UPRZYWILEJOWANYM. Osoby przebywające tam bez stosownych zezwoleń zostaną pojmane i osądzone.

Zamek dostępny jest tylko dla wybranych.

Wioska Podgrodzie nie ma restrykcji wyjąwszy obowiązujący i tam zakaz przebywania po zmroku.

– Czy podział jest tylko na UPRZYWILEJOWANYCH i NIE UPRZYWILEJOWANYCH?
Nie. Podział klas społecznych wygląda tak:
Niewolnik > nieuprzywilejowany > współpracujący > uprzywilejowany

– Startujemy jako niewolnik?
Nie. Tylko dwie grupy osób mogą nimi być. Ci, którzy wyrażą na to chęć w podaniu lub Ci, którzy staną się niewolnikami podczas gry (za złe wybory, zamianę kary, za długi lub niespełnienie obowiązku „pracy na rzecz Cesarstwa)

– Jak będzie to sprawdzane?
Cesarstwo wystawia pisma na wszystko. Będą to bleśnięte pisma wystawione na imię i nazwisko. Oczywiście można to kraść, ale tylko fabularnie i jest to trudne.

– Jak to przecież mogę zabrać to z plecaka, co nie?
Właśnie nie. Większość kluczy, pism itp. Jest bleśnięta z tego powodu, że po ujawnieniu kradzieży takiego sprzętu automatycznie zmieniono by zamki lub ogłoszono by, że to pismo jest nieważne i osoba nim się posługująca powinna zostać pojmana. Dlatego z góry zakładamy, że są bless. Natomiast fabularnie (zgłaszając to GMom) można spróbować ukraść coś takiego, aby wykorzystać z miejsca, zanim się rozejdą wieści o kradzieży. Itp.

3. Zakazy (Dotyczą: Nordligów, Pół-elfów, Wyspiarzy, Krasnoludów, Niziołków, Gnomów i Zerrikańczyków, którzy nie posiadają stosownych zezwoleń):

A. Zakaz do noszenia pancerza i broni. Czyli nawet w plecaku. Wojskowi mają możliwość przeszukania naszych rzeczy i jeśli stwierdzą nieprawidłowość lub brak zezwoleń. Delikwent traci sprzęt i otrzymuję stosowną karę.
Do broni zalicza się: Kilof, siekierka, toporek, pałka, reszta chyba oczywista. (wyjątkiem jest tutaj laska, drąg, kij, itp.)
Nawet rzeczy, które w grze nie można wkładać w rękę i lać, ale w normalnie są ostre/mają szpikulec. Albo specjalnie są przygotowane do tłuczenia (pałka, cep, łom)

B. Zakaz wychodzenia po zmroku z wydzielonych dzielnic.
Doba w grze trwa 2 godziny. Godzinę jest jasno. Przez 30 minut ściemnia się i przez 30 minut jest mrok.
Komenda .czas może być myląca i na potrzeby tego zakazu traktujemy, że to 30 minutowe „ściemnianie” się jest znakiem, że należy powoli wracać albo zastanowić się gdzie się schować przed strażą. Osoba złapana bez zezwolenia w godzinach nocnych zostanie aresztowana i otrzyma stosowną karę. Każda osoba niezatrzymująca się na wezwanie strażnika zostanie uznana za wroga i tak potraktowana. ZAKAZ DZIAŁA NA CAŁEJ WYSPIE.

C. Zakaz wchodzenia na rynek. Już o tym było, ale doprecyzuje. Tylko na rynku można stawiać kupców po otrzymaniu zezwolenia. A więc idziemy do urzędu. Wnioskujemy o kupca. Jeśli dostajemy zgodę to płacimy za niego (ta opłata zakupu) ale stawiamy go na rynku. Gdzie mają dostęp tylko UPRZYWILEJOWANI, a więc wystawić kupca może też tylko ktoś o podobnym statusie. Każdy inny kupiec wystawiony w innym miejscu musi się liczyć z tym, że straż może go zamknąć. A za sprzedaż bardzo nielegalnych rzeczy (broń, pancerz) może zostać poddany torturom, aby wyjawił swego pracodawcę. Czyli trzeba ich chować.

D. Zakaz handlu bez stosownego zezwolenia. Jak wyżej.

E. Zakaz wydobywania, wyrąbywania, polowania, łowienia, golenia owiec, itp. Bez stosownego zezwolenia.
Wszystko, co jest w ziemi, rośnie, żyje na wyspie lub obok niej należy do Cesarstwa. Tylko Cesarstwo może zezwolić na wydobywanie tych dóbr.

F. Nakaz podporządkowania się siłom wojskowym i straży. Czyli jeśli strażnik/wojak Nilfgaardzki zostanie znieważony czy nie wykona się jego polecenia. Można zostać aresztowany i ukaranym.Tu decyduję już sam poszkodowany.

G. Zakaz uprawiania magii bez stosownego zezwolenia. To dosyć podchwytliwe, bo zezwolenie można otrzymać tylko po skończeniu Nilfgaardzkiej Akademi. A więc każdy mag, druid, czarownik, itp. Nie z Nilfgaardu od razu jest uznany za przestępcę. Karą może być niewolnictwo (ze wcześniejszym wygaszeniem) lub śmierć.

Wszystkie kary są spisywane przez urzędników. Nadmierne ich nieprzestrzeganie może doprowadzić do skazania na śmierć (złapanego) lub banicji (tego, co zwiał)

– Zatem co można skoro nic nie można?!

Spokojnie. Wszystkie te zakazy mają pokazać skuteczność Cesarstwa w okupacji. Jednak dalej mieszkańcy są potrzebni, aby mogli pracować na chwałę Nilfgaardu. Otrzymanie konkretnych zezwoleń to dosłownie moment zakręcenia się po to w urzędzie. Każde takie zezwolenie wiąże się z odpowiednimi wymogami itp.

Np. Zezwolenie na wycinkę drzew cesarskich. Wymaga od posiadacza dostarczenie 1000 zwykłych desek po upływie siedmiu dni. Za nie stawienie się w terminie dawany jest jeszcze jeden tydzień, aby przynieść łącznie już 2000 desek. Nie przestrzeganie tego prawa kończy się grzywną, odebraniem praw, części majątku wyliczonych na szkodę i wtrąceniem do wiezienia, itp. Oczywiście Cesarstwo zapłaci za te materiały przy ich odbiorze. Nawet lepiej niż u kupców NPC. Nie są przecież barbarzyńcami…

– Jak to śmierć?
Tak. Można u nas ZGINĄĆ NA PRAWDĘ. Patrz punkt 4.

– Ale przecież mnie zapamiętają. Wygląd lub opis.
Istnieje taka możliwość. Dlatego jak masz zamiar łamać prawo najlepiej jest zmienić ubiór. A jeśli na sobie masz chalsztuk/kaptur/maske/pełny hełm to zezwalamy na stosowną zmianę opisu. Niestety samemu musisz to pilnować i robić to ręcznie. Brak opisu będzie karany tak jak nadużywanie zmian (zmiany fizjonomii itp. Których nie da się zrobić) to jest tylko zasłonięcie twarzy.

– A jak niby uciec przed GMami skoro oni wiedzą wszystko?
No nie. Postaramy się odgrywać w 100% to co umieją i jak myślą zwyczajni ludzie. GM wcielony w NPCa nie widzi przez ściany. Nie ma szóstego zmysłu. itp. Jednak musicie wiedzieć, że część strażników jest lepiej wyszkolona itp.

– Jakoś mało tu możliwości…
Właśnie nie. Macie od groma możliwości bo fabułę dostosujemy pod wasze czyny. Nie ma sztywnej liniowej fabuły. Są założenia i dążenia NPCów które przeplatają się z waszymi. Gracze mają OGROMNY wpływ na fabułę. Tym razem nawet będą czasami do niej przymuszani… hyhy…

4. Śmierć.
Za czystą głupotę, niestosowanie się do zakazów i ich nadmierne łamanie (oczywiście jak cię złapią – jednak nie zachęcam do głupich ucieczek bez słowa)

Wtedy oczywiście macie prawo do rename z zachowaniem skili. Jednak zbyt częste ginięcie spowoduję, że za np. 2 raname w tym samym miesiącu już obcinamy wam staty, skille i PD.

Inaczej sprawa się ma, jeśli to gracz zdecyduję się na zamach na Was. Możecie zginąć jeśli tamten wszystko wykona w 100% dobrze a Wy będziecie ślepo iść jak po sznurku w jego pułapkę. Jednak nie jest to proste. Nie chodzi tu o wyskoczenie na ulicy i poderzniecie gardła jednym emotem i ucieczkę w boczną uliczkę. Nie. To jest długie planowanie i przekupienie (swoim planem i wyjaśnieniem) GMa. Jednak taka postać ryzykuje wtedy też swoim życiem. Bo jeśli zostanie złapana… Cóż. Plan też może się udać częściowo. Wtedy GM wykona procentowy rzut i zastosuję się do jego wyniku.

Taka śmierć nie jest brana pod limit. Wiemy, że może być przykra i postaramy się wynagrodzić ją zabitemu pomocą w tworzeniu nowej postaci. W sensie pomysłów koncepcji itp. Jeśli będzie chciał.

Istnieje też możliwość iż Nilfgaardczyka lub Elfa pojmą partyzanci. Wtedy o delikwencie decydują przywódcy partyzantki a wiec GMi. Zawsze.

Innymi słowy: NIE MOŻNA ZABIJAĆ POWALONEGO WROGA EMOTAMI BO TO NIC NIE DA. NIE O TO CHODZI W ŚWIECIE KTÓRY WSPÓLNIE TWORZYMY.

5. Gainy
Gainy skilli zostaną zmniejszone, gainy statów pozostają bez zmian.

6. PD
Będą przydzielane troszkę inaczej.

Otrzymywać ich będziecie za naprawdę dobrą grę i świetne akcje. Do tej pory były za „przejawy” klimatu. Teraz to, że klimacimy staję się normą! A PD są znów elitarne.

– Czyli co?! Nie będzie PD?
Będą i tym razem jak ktoś je dostanie będzie doskonale wiedział, że na nie zasłużył i znów zamienią się w towar VIP.

– Czyli po prostu mniej PD?
Nie mniej. Bardziej za coś. Konkrety i trzymanie się koncepcji postaci do bólu.

7. Postacie specjalne
Postacie specjalne np magowie (różnej nacji) czy postać wiedźmina (który nie jest dostępny na start, a dopiero po uprzednim ocenieniu danej osoby podczas gry) dostępne są za podaniem.

Liczba dostępnych slotów na Nilfgaardczyków oraz Elfy jest ograniczona.

Postacie szlachciców nawet nacji podbitej (Nordlingów/wyspiarzy) to też postacie na podanie. Jeśli chce się aby to szlachectwo miało odzwierciedlenie w grze. Bo ma.

Mistrzowie gry z chęcią podpowiedzą i pomogą przy tworzeniu postaci. Piszcie do nas śmiało.

Wojny Północne, mity, kłamstwa, półprawdy

6 maja 1286, Tedd Inis
Czarne skrzydła V armii nilfgardzkiej, przykryły cieniem stolicę królestwa Tedd Inis. 
Dla jej wodza marszałka Riego var Fringa był to tylko przystanek na drodze do desantu kontynentalnego. Wielkim zdziwieniem pozostaje to jak szybko V armia poradziła sobie z zadaniem. Oczywiście opór gerylasów nie został do końca złamany, ale to reguła wchodząca w normę tak wielkich okupacji. Dzięki działaniu wywiadu, który nie miał kogo się obawiać, oraz czystej chciwości i tchórzostwu barbarzyńców miasto wzięto z marszu, a wyspę w niespełna dwa dni. Nie spodziewano się innego przebiegu zdarzeń…

Restif de Montholon „Wojny Północne, mity, kłamstwa, półprawdy”

Kochani! Obecnie serwer TC przechodzi rework fabularny, a co za tym idzie – został zamknięty dla graczy.
Prócz obecnych prac na shardzie, ekipa rozwija w cieniu o wiele większy projekt, którego szczegółów jednak na razie nie podajemy. Czego się na razie spodziewać?

„Skrót wydarzeń:
– Flota temerska niespodziewanie zaatakowała fort Gussfarda Czarnego z Cintry. Czarna Korona została zdobyta i doszczętnie zniszczona. Po wszystkim, temerczycy wycofali się z wód wybrzeża Tedd Inis.
– Wykorzystując całą sytuację flota cesarska odcięła Tedd Inis od kontynentu, uprzednio rozbijając siły klanów wyspiarzy, które stanęły im na drodze.
– W niedługim czasie do morskich sił Nilfagaardu dołączyła armada chroniąca statki transportowe.
– 16.05.1286 V armia nilfgaardzka w skład której wchodziło 5 dywizji otoczyła Szarogród i wkroczyła do miasta poprzez desant w porcie zajmując całe miasto w przeciągu godziny.
Część broniących Zamku La Valett, zdradziła i poddała najeźdźcy bramy. Król Edmond poległ z ręki zdrajców.
– Hrabia Zbigniew Rojs z pomocą mistrza Istredda uratowali młodego diuka uciekając przez portal. Teren monitorowany przez innych wrogich magów uniemożliwił im wydostanie się poza obszar wyspy. Są ścigani do dziś.
– W ciągu dwóch dni V armia nilfgaardzka całkowicie przejęła panowanie nad wyspą. Najdłużej bronił się Zamek Gotterstein. Nie oszczędzono nikogo z obrońców.
– Przed przybyciem tymczasowego namiestnika dokonano wielu aresztowań i masowych egzekucji. Na jego polecenie więźniów umieszczono w przejściowych obozach, gdzie mieli czekać na swoje osądzenie. Z założenia miało to trwać nie więcej niż dwa miesiące.
– Wraz z upływem czasu V armia zmniejszała swoje szeregi na wyspie powracając na kontynent by wspomóc swoich rodaków w trwającej wojnie. Ostatecznie wojsko zredukowało swoją liczebność do 3 kohort czyli ponad 500 ludzi.
– W myśl układu siły okupanta wsparły elfy które dotąd walczyły w obronie lasów otrzymując w zamian ziemię na własność.
– W obliczu trwającej okupacji powstaje partyzantka dająca się we znaki Nilfgaardczykom. Członkowie ruchu oporu prowadzą nierówną walkę z najeźdźcą, ale są zaledwie cierniem w stopie kolosa. W wyniku działań podziemia na Nordlingów nakładane są kolejne restrykcje – między innymi całkowity zakaz posiadania broni bez zezwolenia, zakaz używania zbroi, zakaz wychodzenia po zmroku z wydzielonych dzielnic, zakaz wchodzenia na rynek, zakaz handlu bez stosownego zezwolenia i tym podobne.
– Trwa inwigilacja mieszkańców dawnej stolicy, przywłaszczanie mienia, zajmowanie depozytów bankowych. Wszystkie prywatne zakłady i przedsiębiorstwa zostały zajęte i przekształcone na placówki państwowe.
– Mieszkańcy są zmuszani do pracy na rzecz cesarstwa.
– Likwidowane są wszelkie ślady kultów innych niż kult Wielkiego Słońca. Świątynia Melitele zostaje przekształcona w elfie koszary.
– Wyspa coraz bardziej zaczyna przypominać kolonię karną na którą wysiedlani są mieszkańcy podbitych w trakcie wojny terenów na kontynencie.

Nastał maj 1287. Ledwie miesiąc temu zlikwidowano tymczasowe obozy i wydano ostatnie wyroki z okresu przejęcia. Rozpoczęła się właściwa okupacja.”

Chwała Cesarzowi!